IT’S NEVER TOO LATE TO START AGAIN

Potrzebowałam blisko dwunastu miesięcy, aby przemyśleć sporo spraw i podjąć wiele decyzji. Co robiliśmy przez ten czas? Czy coś się u nas zmieniło? I przede wszystkim: czy wracam do blogowania?


Dobrze wiecie, że nienawidzę sytuacji, w których odczuwam jakąś presję czy też jestem do czegoś przymuszana. Staram się robić wszystko w zgodzie z własnym sumieniem i unikać okoliczności, w których muszę zrobić czegoś na co nie mam ochoty. Dokładnie tak było z “Mamą Kubusia” – z czasem po prostu przestało mnie to bawić, nawet zarabiane pieniądze przestały dawać mi aż tak dużą satysfakcję, jak kiedyś. Zaczęłam więc pisać coraz mniej i mniej, by ostatecznie w ogóle nie logować się do panelu admina. I najciekawsze jest w tym wszystkim to, że kompletnie mi tego nie brakowało! Przestałam żyć pod presją czasu, liczby kliknięć, miałam gdzieś cyferki i zasięgi.  Po prostu żyłam codziennością, czego po latach w sieci naprawdę potrzebowałam. Po jakimś czasie zaczęłam jednak odczuwać wyrzuty sumienia względem Was – czytelników, a szczególnie w sytuacjach, kiedy mój telefon wyświetlał mi powiadomienia o nowych wiadomościach.

Z początkiem wakacji planowałam wielką reaktywację bloga, jednak z powodów osobistych ostatecznie nie byłam w stanie tego zrobić. Uznałam, że to po prostu nie jest jeszcze czas i nie będę robić tego na siłę. W listopadzie musiałam stanąć przed poważną decyzją, ponieważ nadszedł czas na przedłużenie domeny i opłacenie faktury. Początkowo machnęłam na ręką, jednak uświadomiłam sobie, jak wiele mogę stracić i jak wiele czasu poświęciłam na stworzenie tego miejsca. I dało to bardzo dobry efekt – ja sama zaczęłam tęsknić za tym, co robiłam wcześniej. Odczułam potrzebę pisania, kontaktu z Wami, robienia zdjęć. Czy wracam na dobre? Tego nie jestem w stanie obiecać, bo sama jeszcze nie wiem, jak to się potoczy.

Ostatni rok, a właściwie miesiące były dość burzliwym okresem w moim życiu. Z racji tego, że nie publikowałam niczego na blogu – zyskałam sporo wolnego czasu i postanowiłam poświęcić go samej sobie. Miałam dość momentów na to, by na nowo przemyśleć wiele spraw i zastanowić się nad tym, czego tak naprawdę chcę w życiu, jaką drogą chcę iść. I choć zabrzmi to cholernie egoistycznie – porzuciłam właściwie wszystkie znajomości, zostawiając obok siebie najlepszą, wieloletnią przyjaciółkę. Tak, miałam wyrzuty sumienia, ale tylko na początku. Teraz wiem, jak bardzo było mi to potrzebne i jak wiele korzyści wypływa z faktu, że praktycznie nikt nie ma pojęcia o tym, co u mnie właściwie słychać.

Co dalej?

Przez ten rok zmieniłam swoje myślenie, podejście do życia, plany i cele. Zmieniło się dosłownie wszystko, łącznie z moją wagą, która ponownie spadła w dół i jest obiektem mojej dumy. W efekcie tego zmianie uległa również niemal cała moja garderoba, którą wypełniają teraz głównie przytulne swetry i koszule. Zmieniło się moje podejście do makijażu i pielęgnacji, w efekcie czego sama wyleczyłam swoją problematyczną cerę i znów mogę cieszyć się zdrowymi, gęstymi włosami. Nawet niektóre z moich poglądów uległy zmianie! Cholernie tego potrzebowałam.  Oczywiście nie brakowało też tych przykrych sytuacji. Ponowne podejrzenie raka (na szczęście wszystko ze mną ok!), potworne poparzenie ręki i długotrwałe jej leczenie. O wszystkim opowiem Wam z czasem.

Czy jestem teraz szczęśliwa? Szczęście to pojęcie względne, dla każdego kryje się pod nim zupełnie coś innego. Mam cudownego syna, który jest już w pierwszej klasie. Pracę na etacie, na którą nie mogę zbytnio narzekać. Rodziców, na których mogę polegać. Przyjaciółkę, do której mogę przyjść ze wszystkim o każdej porze. Mam też wiele planów i marzeń, oraz świadomość, że i na nie przyjdzie jeszcze czas.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Julita B pisze:

    Życzę Ci aby Twoje podejście się nie zmienilo😍 bywaj tutaj znami. Fajnie sue czyta Twije posty

  2. UzytecznySklep pisze:

    Super wpis, Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.